Jak to jest z tą „mistyfikacją”? – głos w dyskusji

Dominika Mróz-Krysta        11 stycznia 2015        Komentarze (0)

Drodzy Rodzice! Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam tekst Pani Mecenas Agnieszki Swaczyny, który znajdziecie tutaj:

http://blogrozwod.pl/mistyfikowanie-rozwodow-polemika-z-tomaszem-p-terlikowskim

Lektura zarówno wpisu, jak i tekstu pierwotnego zainspirowała mnie do następującej refleksji. Tekst artykułu Pana Redaktora o danej konkretnej treści oraz konieczność napisania polemiki przez Panią Mecenas wynikły z faktu, że wokół postępowania o rozwód narosło szereg mitów i obiegowych opinii, o których kiedyś już sobie rozmawialiśmy. A chyba największym ( i – wedle mojego odczucia – najbardziej niebezpiecznym) z tych mitów jest założenie, że miernikiem prawidłowego funkcjonowania rodziny jest istnienie małżeństwa w sensie prawnym samo w sobie.

Z samej treści, jak i kontekstu zdaje się wynikać, że w założeniu Pana Redaktora, misją jego artykułu jest ratowanie rodzin przed rozpadem. O ile idea w moim przekonaniu jest godna aprobaty, o tyle należałoby gdzie indziej położyć akcenty.  I tu dochodzimy do sedna sprawy. Należy przypomnieć treść kluczowego dla tej sprawy przepisu Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego: jeżeli między małżonkami nastąpił trwały i zupełny rozkład pożycia, każde z nich może żądać, by sąd rozwiązał małżeństwo przez rozwód. Trwały i zupełny rozkład pożycia, to nic innego, jak całkowity i nieodwracalny rozpad więzi małżeńskich – uczuciowej, fizycznej i gospodarczej. Pisałam już o tym w swoim blogu (we wpisie „Grunt to rodzinka – część  1”), pisałam w jakimś komentarzu na Facebooku, ale powtórzę raz jeszcze – tu nie chodzi o to, by się za wszelką cenę nie rozwieść. Chodzi o to by, uratować więzi. Myślę, że Pan Redaktor jako mąż i ojciec kilkorga dzieci doskonale zdaje sobie sprawę z ich wagi. Dla dzieci ważne jest to, czy między rodzicami jest wzajemna miłość wyrażająca się właśnie w tych więziach. A to, czy w akcie małżeństwa rodziców jest adnotacja o jego ustaniu przez rozwód czy też nie, jest w tym kontekście kwestią wtórną.

Dlatego, może warto byłoby napisać tekst, jak budować więzi małżeńskie i je wzmocnić? Co robić gdy przyjdzie kryzys? Gdzie szukać pomocy, gdy konflikty przerosną małżonków? Może warto zgłębić i opisać temat mediacji? Może warto zwrócić uwagę na skutki niszczenia więzi małżonków? Jak te więzi odbudować?

O ile pamiętam, Pan Redaktor w innych swoich tekstach wspominał, że brał udział w różnych postępowaniach jako strona. Dlatego doskonale wie, „czym pachnie” sąd. Proces o rozwód z pełnym możliwym zakresem postępowania dowodowego (przesłuchanie stron, zeznania świadków, wizyta kuratora w domu i jego sprawozdanie, badanie w RODK) – jest przeżyciem bardzo trudnym, a dla niejednej osoby – wręcz upokarzającym. Czy to rzeczywiście taka „pogoń za szczęściem” i czy rzeczywiście tak to widzą sami zainteresowani – podobnie, jak Pani Mecenas – nie zaryzykowałabym takiego uogólnienia. A nawet gdyby tak przyjąć – to ten „bieg do szczęścia” jest biegiem z przeszkodami…

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: